„Dżudo? Tak, dżudo to ja się chcę uczyć, to mi nie przeszkadza

To warto!” mówił jeden z nich. Pytam: „Janusz, jesteś silny?” Odpowiada: „Nie płaczę”. A potem na macie widzi, że nie ma żadnej szansy z dziewczyną (absolwentką AWF). Więc mówię mu: „Co ty jesteś wart z tym twoim gadaniem, ale może gdybyś spróbował?” A on się odgraża, że jeszcze pokaże. Dotąd miał tylko jedną możliwość. Kiedy stawał na rogu ulicy zawsze skręcał tam, gdzie wołali go kumple. Teraz miał dwie możliwości, więc się zaczął zastanawiać, czy iść z „towarzychem” i „rozbijać flachę”, czy iść na trening. Nawet kiedy poszedł z kumplami, to był z siebie niezadowolony. „Cholera, nawaliłem, znów mnie ta dziewczyna rozłoży, a ja jeszcze z tym wszystkim w lesie”. Oczywiście, to był dopiero początek procesu resocjalizacji. Ale potem powstawały nowe sytuacje. Krystalizowały się nowe wartości i w związku z tym formułowały się nowe cele. W ten sposób uruchamiał się mechanizm samokarania, coraz bardziej doniosły dla resocjalizacji i coraz bardziej skuteczny. Trzeba było narzucić sobie coraz więcej ograniczeń. Zaczęło się od tego, że już nie można było „zapijać się w trupa”, jeśli się chciało chodzić na zajęcia dżudo. A potem przyszły ograniczenia dalsze. Powstawały bowiem nowe cele związane z nauką szkolną, perspektywą zawodową, szansą zdobycia względów takiej dziewczyny, o jakiej przedtem nie myślał. A były to cele atrakcyjne, najpierw dlatego, że postępy w ich realizacji czyniły go partnerem w środowisku ludzi, którzy mu coraz bardziej imponowali i z którymi czuł się coraz lepiej. Później odczuwał coraz intensywniej pragnienie sukcesu w realizacji tych celów, gdyż coraz bliższe były mu,wartości osiągnąć, do których dążył. Przypominam sobie chłopca, który tkwił w kręgu zabawowo-agresywnym i miał poważne „kłopoty” z milicją. Kiedyś w pijackiej euforii obrzucił kamieniami, przy współudziale „kolesiów”, willę jakiegoś dyplomaty. Chłopiec pochodził z rodziny inteligenckiej. Matka z zawodu lekarz zapracowana. Ojciec chłopca umarł. Rodzina wielodzietna. Chłopiec był właściwie dzieckiem odtrąconym. Co mu proponować? Jaką motywację uruchomić? Zorientowałem się, że chłopak, który zresztą miał nie najlepsze kontakty ze szkołą i często wagarował, ujawniał pewne zdolności pisarskie. Powiedziałem: „Olek, będzie z ciebie kawałek dziennikarza”. Przyjął to, jak powiedział, „proroctwo” sceptycznie: „Pan żartuje!” Kiedyś kręcono film. Poszedł na statystę. Napisał reportaż. Trochę mu pomogłem. Potem były następne. Dziś jest dziennikarzem, a ja piszę o tym nie bez satysfakcji.

Witam, jestem Nikodem i jestem studentem filozofii. Na tym blogu chciałbym podzielić się z Tobą wiedzą, którą posiadam i mam nadzieję, że pomoże Ci to w Twojej karierze!!
error: Content is protected !!